Poznaj blogerkę: Katarzyna Maria Barczyk „Lady Pasztet”

1
fot. Daniel Grodziński

O feminizmie, a także o stereotypach, kobietach w Polsce i na całym świecie rozmawiałem z Katarzyną Barczyk, autorką bloga Lady Pasztet.

Wiesz już, czy jesteś fit laseczką czy może jednak party animal?

Trudne pytanie na początek… Fit laseczka czy party animal, cholera wie! Lubię w sobie jedno i drugie, a tak już szczerze mówiąc, to jest odwzorowanie dylematu, który ma w sobie prawie każdy. Z jednej strony satysfakcja ze zdrowego życia, sportu i jedzenia warzywek, a z drugiej strony kuszące spotkania towarzyskie, tańce do białego rana oraz dobre wino. Trudno wybrać, więc ja się jeszcze nie zdecydowałam.

Trochę czasu też zajęło Ci podjęcie decyzji w sprawie blogowania, bo z tego, co wiem, Lady Pasztet nie jest Twoim pierwszym blogiem.

Blogowałam z przerwami, to fakt. Zaczęłam dokładnie 13 lat temu, kiedy była to forma ekspresji kojarzona głównie z narcystycznymi i nadwrażliwymi nastolatkami, które wylewają swoje żale do internetu. Byłam jedną z nich, przyznaję otwarcie. Potem przez chwilę prowadziłam fotobloga, który był, jak to się teraz mówi, “dla beki”. Chyba jako jedna z pierwszych w Polsce wrzuciłam tam fotkę, którą zrobiła mi koleżanka, gdzie opisałam, jakiej marki jest dana rzecz i ile kosztowała z jakimiś kosmicznymi cenami. Także mam za sobą epizod szafiarski. W LO blogowanie było na tyle egzotyczne dla mojej wychowawczyni, że bała się, iż przez pisanie bloga stracę moralność i oddam duszę diabłu. Trochę się tak stało, bo kiedy miałam przerwę od blogowania, to bardzo mi tego brakowało. Tęskniłam za pisaniem. Wróciłam na WordPress i znowu się wciągnęłam. Najpierw to były osobiste kawałki, a potem coraz więcej obserwacji, polityki i publicystyki. W końcu zebrałam się w sobie i postawiłam na własną domenę oraz wystrój bloga. I tak stałam się blogerką, chyba, bo jeszcze nie dostałam darów losu, więc chyba nie liczy się to blogowanie…

Czujesz, że wreszcie wybrałaś odpowiedni kierunek dla swojego bloga? Otrzymujesz wiadomości od czytelników?

Jestem pewna, że to jest dobry kierunek. Jest bardzo mało blogów, które analizują świat z perspektywy feministycznej. Blogowanie pojmuję jako swojego rodzaju okazję do tłumaczenia, czym są rzeczy mi bliskie takie, jak feminizm, równouprawnienie, walka ze stereotypami i piętnowanie tych, których nie cierpię, jak rasizm, ksenofobia i homofobia. Mam czytelników, którzy komentują moje notki zarówno na blogu jak i na fanpage’u, widać, że to dla nich ważne tematy. Mają chęć dyskutowania i to jest super. Rzadko odwiedzają mnie trolle, bo mój blog to plankton. Człowiek się bardziej stara, kiedy wie, że ma wymagające czytelniczki i czytelników.

Blog jest dla Ciebie fundamentem, czy tylko dodatkiem?

Jest ważną częścią mojego internetowego życia, ale chyba nie odważyłabym się związać zawodowo tylko z blogiem. Po pierwsze, nie za bardzo wiem, na czym miałby mój blog zarabiać, a z czegoś muszę żyć. Po drugie, mam ciekawe, pełne wrażeń i wyzwań życie zawodowe. Kiedy ono mnie przytłacza, bo nie zawsze jest różowo, to wtedy blog jest odskocznią. Zdarza się jednak, że się nim mniej zajmuję, kiedy mam więcej pracy. Póki co się to uzupełnia i tak jest dobrze.

Od kiedy temat feminizmu stał się Tobie bliski?

Tutaj powinna nastąpić historia o tym, że zawsze była chłopczycą i chodziłam po drzewach. Prawda jest taka, że wolałam lalki barbie od klocków lego. Chyba zaczęłam zauważać różnice podczas drobnych spraw, np.: podziału obowiązków w domu pomiędzy mną, a bratem, że dostajemy inne zadania. Nie wynikało to ze złośliwości naszych rodziców, ale z faktu, że wszyscy myślimy utartymi ścieżkami, dopóki coś nas nie wypchnie ze schematu to w nim tkwimy. Wolałam kosić trawę, niż wywieszać pranie, a jakoś zdarzało się tak, że prawie zawsze ja wywieszałam pranie, a mój brat kosił trawę. Zawsze byłam trochę buntowniczką i aktywistką, dlatego dość wcześnie spotkałam się z tym, co przerabiają kobiety na późniejszych etapach swojego życia, a mianowicie nikt ich nie słucha. Albo słucha pozornie, bo ta sama informacja powtórzona przez mężczyznę zostaje od razu zaakceptowana. Kiedy byłam przewodniczącą szkoły tak właśnie wyglądały moje rozmowy z dyrekcją i bardzo mnie to bolało. Chyba wtedy zaczęłam o sobie myśleć, że jestem feministką i eksplorować ten temat. Tak zostało mi do dziś.

Co oznacza, być feministką?

Być feministką? Każda feministka i feminista to ktoś inny. Nie ma jednego przepisu na feministyczną osobowość. Dla mnie bycie feministką to umiejętność obserwacji i pewna perspektywa poznawcza, która otwiera oczy. Dzięki niej możemy zauważać rzeczy, które dla kogoś innego są niewidoczne lub nieistotne i szukać nowych rozwiązań dla różnych problemów. Być feministką, to znać siebie i szanować swoje granice, traktować siebie poważnie i nie umniejszać sobie na każdym kroku przepraszając za to, że żyjemy. Zapewne ile feministek, tyle wypowiedzi.

Czyli można być piękną, noszącą spódnice, malującą się kobietą i zarazem feministką?

Czekałam na pytanie… Oczywiście, że można! Nie widzę żadnych podstaw, aby jedno wykluczało drugie. Są feministki, które bardzo o siebie dbają i to lubią. Robią to dla siebie, bo tak chcą. I to jest super, że im się chce. Feminizm to wolność wyboru, kiedy nie masz ochoty na makijaż, kieckę, malowanie paznokci, to tego nie robisz i też jest super. Feminizm to postawa poznawcza, perspektywa patrzenia na świat, a nie styl w modzie, do którego człowiek się dopasowuje. Zawsze mnie rozczula to pytanie, bo nikt nie pyta się konserwatystów, czy konserwatyzm nie kłóci się z krawatami, garniturami lub ze stopą w skarpecie i sandale. To zresztą świetnie pokazuje jak działamy, kiedy mówimy o sprawach ważnych dla kobiet i dla mężczyzn, to od razu zaczynamy od wyglądu i ubioru, bo kobieta jest od wyglądania, a potem od myślenia.

Jednak mówi się, że za każdym sukcesem mężczyzny stoi mądra kobieta. Kobieta powinna przede wszystkim wyglądać, bo mężczyźni boją się inteligentnych kobiet?

To taka fraza na pocieszenie, żeby się baby nie wściekały, że ich nie ma w polityce albo w biznesie lub po prostu w życiu społecznym. Oczywiście z przymrużeniem oka, ale fajnie jest takie powiedzonka rozbrajać, żeby zobaczyć, jaką tworzą zasłonę dymną i co tak naprawdę przez nie przemawia. Jak dla mnie, to fajnie obrazuje inne powiedzenie, że część kobiet odnosiłaby większe sukcesy, gdyby miała żony, czyli kogoś od obsługi domu, dzieci, zakupów, etc. Zaraz wyjdzie na to, że nie mam poczucia humoru… Co do inteligentnych kobiet, to nie zauważyłam, żeby jakiś blady strach padł na mężczyzn. Fajnie to brzmi, bo zakładamy, że tylko niektóre kobiety są inteligentne, a faceci – jak wiadomo – wszyscy. Chyba tak samo nas onieśmielają bystre, dowcipne i mające cięte riposty osoby, niezależnie od płci. A jak ktoś się boi to sugerowałabym unikać, po co się ma stresować biedaczek przy spotkaniu twarzą w twarz.

Jeśli facet, poza tym, że dobrze wygląda, jest zaradny, silny i jeszcze dodatkowo inteligentny, bardzo zyskuje w oczach kobiet, za to w przypadku płci pięknej ten dodatek wydaje się nie być doceniany?

Myślę, że to się zmienia, na szczęście. Chociaż stereotypowo rzeczywiście nie ceni się inteligencji u kobiet, bo jakoby miałaby ona komuś lub czemuś zagrażać. Zapewne dlatego skupianie się na wyglądzie pozwala nam unikać zagrożenia i skupić się na czymś, co niby jest bardziej interesujące, jak długość spódnicy lub kolor szminki. Trochę mamy tych podwójnych standardów w podejściu do obu płci, niestety.

Niektórzy chyba zdefiniowaliby feminizm jako walkę z mężczyznami.

Nie zgodzę się z takim stwierdzeniem, chociaż wiem, że używają go i panie i panowie. Mój blog jest właśnie po to, by pokazywać, iż jest to kompletnie błędne założenie. To, że kobiety chcą mieć wpływ na swój los, a do tego służy polityka, aby na niego wpływać, to nie jest walka z mężczyznami. Sufrażystki walczyły o prawa wyborcze i były w tym skuteczne, bo nikt im tych praw nie chciał dać i z niebios im nie spadły. W Szwajcarii nie spadały aż do 1978 roku! Posiadanie władzy i wpływów to nie przywilej jednej z płci. Kobiety stanowią połowę ludzkości, wpływ na losy państwa i świata im się należy, bo go tworzą. Tutaj nikt nikomu łaski nie robi. A jeśli ktoś powtarza takie bzdury to znaczy, że nie zadał sobie trudu, aby przeczytać chociaż definicję feminizmu z wiki.

Co powinno się jeszcze zmienić, jeśli chodzi o wpływ kobiet na losy świata?

Nie mam złudzeń, jest jeszcze sporo do zrobienia. Oczywiście trudno porównywać problemy Polek czy, ogólnie rzecz ujmując, kobiet z Europy z problemami kobiet, zamieszkujących inne regiony świata, ale myślę, że Ziemia byłaby lepszym miejscem do życia, gdyby więcej kobiet miało wpływ na jej losy, czyli władzę. Wciąż wiele kobiet na świecie, a właściwie dziewczynek, nie ma dostępu do edukacji. Bardziej opłaca się kształcić chłopców, a to powoduje, że dziewczynki nie mają wiedzy i nie znają świata, właśnie dlatego nie wiedzą, że mogą coś w swoim życiu zmienić. Mam silne przekonanie, że chociaż jest tak samo wiele mądrych kobiet jak i mężczyzn oraz głupich przedstawicieli obu płci, to wyrównane proporcje w polityce mogłyby dać nową jakość w rządzeniu i szersze spojrzenie na pewne problem. Ostatnio miałam okazję słuchać wójciny, która pełniła tę funkcję przez 25 lat w małej wsi na mazurach. Dla niej ważne były przedszkola, dojazd dzieci do szkół, stołówka w szkole oraz gminny ośrodek zdrowia i dom opieki dla osób psychicznie chorych, a nie drogi, chodniki i przecinanie wstęgi. Takie spojrzenie wzbogaca i daje nowe możliwości.

Wiele osób nawet nie chce poznać natury feminizmu, ale czy brak świadomości nie wynika też trochę z tego, że za mało jest wydarzeń, które pokazywałyby czym jest prawdziwy feminizm? Bo przecież nie jest to zgrupowanie Kazimiery Szczuki i kobiet w spodniach.

Biedna Kazia Szczuka… Okazuje się, że jest odpowiedzialna za całe zło. Nie poznałam, ale szczerze jej współczuję. Co do noszenia spodni, cóż, każdy lubi co innego, niektórzy i niektóre spodnie, a inne lub inni – na przykład Szkoci – spódniczki. Myślę, że dla kogoś kto chce się dowiedzieć więcej, opcji jest wiele. Są książki, to oczywiście jest trudne, ale możliwe, żeby je przeczytać. Świetną robotę robi komiczka Amy Schumer i jej serial “Inside Amy Schumer”. Są jeszcze działania organizacji takich jak Kongres Kobiet, Fundacja Feminoteka, Fundacja na Rzecz Równości, Konsola i setki innych, które zapraszają do siebie każdego. Nikt niestety nie zmieni dziennikarstwa oraz dziennikarzy i dziennikarek, a także tego, w jaki sposób pokazują feminizm. Mogłabym napisać tysiące notek o feministycznych kwestiach, a Kazia Szczuka zapaść się pod ziemię, a i tak usłyszałabym, że to ona jest twarzą polskiego feminizmu, bo tak została zapamiętana. Media lubią zwarcie i krew, ale jak mają ze sobą rozmawiać tak różni ludzie jak Profesorka Środa i Ksiądz Oko? Nie da się tego połączyć.

W mediach można słyszeć głównie wojny o końcówki (premier-premiera).

Co do żeńskich końcówek, to one istnieją w polszczyźnie i jej krzywd nie robią. Jako polonistka uspokajam: końcówki mają się dobrze. Skoro istnieje prostytutka i pielęgniarka, to może istnieć posłanka i prezeska. Wszystko to kwestia czasu i przyzwyczajenia. Język się zmienia, jest plastyczny i odbija nam rzeczywistość. Czasem pewnie rzeczywistość zmienia się szybciej niż język… Stąd ten opór. To jest ważne, ale inne kwestie nie są tak medialne wdzięczne i dlatego o nich nie usłyszymy.

I dalej będziemy twierdzić, że jeśli facet nie ma rodziny to jest do przyjęcia, a w przypadku kobiety nie jest już to “przyzwoite”?

To się zmienia, ale powoli, chociaż myślę, że od czasów młodości mojej babci i tak zrobiliśmy niezły skok! Mamy i singli i singielki, chociaż na singli patrzy się łaskawszym okiem. Trochę zapominamy że kontrola nad płodnością w postaci pigułki antykoncepcyjnej zrewolucjonizowała świat. Kobiety korzystają z tego, co kiedyś było dla nich niedostępne, bo mogło gwałtownie zmienić ich życie. Trudno oczekiwać, że taka zmiana nie będzie trwać. Myślę, że jesteśmy bardziej otwarci niż deklarujemy, ale fakt faktem, że kobieca seksualność budzi lekkie przerażenie nie tylko w konserwatystach. Myślę, że to raczej strach przed byciem porównywanym. Monopol nad seksem przemawia przez tych, którzy nazywają kobiety, mające wielu partnerek lub partnerów “dziwkami”. A co to będzie, kiedy wejdzie do obrotu żeńska viagra? Już jest w USA, oczywiście różowa, także wszystko po staremu.

Skąd bierze się taki strach przed tym, że kobietom również wolno prowadzić pełne życie singielki, zmieniać partnerów lub partnerki wedle własnego uznania?

Teorii jest wiele… Strach przed kobiecą seksualnością na pewno wiąże się z religijnym tabu. Cóż, jak wiemy, Ewa skusiła Adama i teraz nosimy na sobie skazę kusicielki. Inna kwestia, to oczywiście walka o władzę i wpływy, a tę zawsze miały kochanki, żony lub konkubiny. Oskarżano je o rozwiązłość, bo chyba od czasów Carycy Katarzyny nikomu nie przyszło do głowy, że kobiety mogą lubić seks, a nie tylko używać go do swoich celów. Dlatego monoteistyczne religie świata, zarówno Islam jak i Chrześcijaństwo oraz Judaizm, wskazują głównie na prokreacyjną rolę seksu dla kobiet. Na szczęście dziś znamy te mechanizmy i możemy je pomijać, kierując się przede wszystkim naszymi potrzebami i dobrostanem. Dla jednej osoby to będzie monogamistyczny związek, dla innej związku brak.

A co z macierzyństwem? Kobieta nie jest od tego, żeby rodzić dzieci, ale czy ten aspekt nie jest dla niej ważny?

Oczywiście, że jest bardzo ważny dla wielu kobiet! Matka Polska Feministka to wcale nie taka rzadkość i chociaż przez lata polski feminizm nie zajmował się tym tematem zbyt szczegółowo, to książka Agnieszki Graff tę sytuację zmieniła. Okazuje się, że jest o czym dyskutować i że kobiety maja różne priorytety, radości i troski związane z byciem mamą albo powiem szerzej – rodzicem. Mnie ten aspekt tak mocno nie zajmuje, bo nie mam dzieci… Ale w zeszłym roku na VI Kongresie Kobiet na panelu o macierzyństwie było naprawdę gorąco. Sala wrzała!

Jak wyglądają takie kongresy?

Oczywiście zakładamy czarne, szpiczaste kapelusze, odpalamy miotły i lecimy na Kongres do Warszawy, by knuć! A tak całkiem serio, to spotkanie wielu tysięcy kobiet, które przyjeżdżają z różnych stron Polski by raz do roku się spotkać i dyskutować o tym, co dla nich ważne. Kongres Kobiet trwa dwa dni i w tym roku będzie miał miejsce na Torwarze, a jego hasło to “Jak nie my to kto? Jak nie teraz to kiedy?” i będzie się skupiał na kwestiach politycznych. Jak zawsze będzie podzielony na panele tematyczne, które poprowadzą ekspertki w danych dziedzinach. To poza tym świetne miejsce do poznawania innych kobiet i budowania swoistej sieci kontaktów osobistych. Polecam wszystkim, którzy się wahają i zapraszam w tym roku na Kongres Kobiet. Warto wspomnieć, że nie zawsze trzeba do stolicy jechać, bo są także lokalne Kongresy Kobiet, które organizują oddolnie stowarzyszenia, np.: Stowarzyszenie Dolnośląski Kongres Kobiet to miejsce, gdzie ja działam. My już lokalny kongres mamy za sobą, ale zapraszam na konferencję w Wałbrzychu. Warto śledzić stronę Kongresu Kobiet, tam na bieżąco są informacje o lokalnych imprezach.

Każdy może się na nich pojawić?

Tak, Kongres Kobiet zaprasza wszystkich – i panie, i panów. Drobnym prztyczkiem w nos jest tylko to, że na identyfikatorach jest tylko słowo “uczestniczka”. Skoro domyślnie zawsze jest “uczestnik.”

Nie zajmuje Cię aspekt dzieci, bo ich nie masz. Samo rodzicielstwo jest dla Ciebie dopełnieniem kobiecości czy niekoniecznie?

To chyba jest bardzo osobista i prywatna sprawa każdej kobiety. Dla jednej to będzie spełnienie, a dla drugiej będzie to w ogóle nieistotny aspekt. Ja sama nie mam zdania, póki co, nie czuję potrzeby zakładania rodziny i posiadania dziecka, ale żeby mi to coś zabierało z kobiecości? Na pewno nie! Kobietą można być na wiele sposobów, na szczęście.

Co Cię najbardziej razi, jeśli chodzi o nierówne traktowanie kobiet w Polsce?

To zapewne zależy od etapu na jakim człowiek się znajduje w życiu. Pewnie w liceum i na studiach nie dostrzegamy nierównego traktowania, interesują nas inne sprawy, obracamy się w towarzystwie bliskich nam ludzi. Co innego, kiedy się wybierze, np.: uczelnię techniczną, gdzie kobiet jest mniej i myślę, że słuchając wtedy, niektórych wykładowców oraz ich teorii na temat kobiet można dostrzec na czym polega seksizm.

A w życiu codziennym?

Seksizm to też zaczepki na ulicach, głupie komentarze, które zdarzają się zależnie od stopnia atrakcyjności danej kobiety. Poza tym brak poczucia bezpieczeństwa, kiedy już się ma jakieś życie nocne, to lepiej się zabezpieczyć jakimś towarzystwem i nie wracać samej do domu. Co prawda, statystyki wybitnie pokazują, że gwałty o wiele częściej zdarzają się w domu, ale mamy to jakoś wpojone, że trudno się nie bać. To też autocenzura przed ubieraniem się na imprezę tak, aby kogoś nie “sprowokować” i za bardzo nie kusić. Seksowny ciuch nigdy nie powinien być argumentem w dyskusjach o gwałcie, bo mężczyźni to nie bezmózgie zwierzęta, które na widok dekoltu czują chuć. To ludzie i mają mózgi. Praca to osobny temat, bo o wiele trudniej piąć się po szczeblach kariery, jak już ktoś ma na to ochotę kiedy pojawi się rodzina. I wtedy nie mówimy o rodzicielstwie a macierzyństwie, bo zazwyczaj kobieta zarabia mniej i zostaje z dzieckiem. To rozwiązanie wymusza nasz system i nie promuje rodzicielstwa, czyli tego, co sugerowały feministki – długich urlopów dla ojców, tak, aby nie tylko kobieta znikała z pracy.

Jesteśmy przekonani, że mężczyzna w pracy znaczy więcej?

Zdecydowanie. Mężczyźni rzadziej biorą zwolnienia, są bardziej dyspozycyjni, bo mają w domu żonę, która zadba o te wszystkie drobne i – wydawałoby się – nieistotne, a zajmujące mnóstwo czasu sprawy: zakupy, pranie, odbiór dzieci z przedszkola, etc. Dlatego nie lubię mówienia o “pomaganiu w domu”, w domu się nie pomaga tylko pracuje i wypoczywa. Każda ze stron powinna mieć swoje obowiązki i odpowiedzialności i to nie na poziomie wynoszenia śmieci, a chodzenie z dzieckiem do lekarza. Gdyby pracodawcy widzieli więcej aktywności pracowników mężczyzn na tym polu, zapewne spojrzeliby łaskawszym okiem na zabiegane kobiety.

Nie można powiedzieć, że dziś kobieta to coś, co podaje piwo, jednak mam wrażenie, że w Polsce wciąż zatarty jest obraz kobiety, jako osoby nieporadnej, będącej dodatkiem mężczyzny.

To się zmienia, na całe szczęście i mam wrażenie, że rok po roku kobiety odzyskują mocną pozycję. Owszem, to jest proces i pewnie zajmie jakiś czas, ale ja wierzę w to, że każda z nas ma taki magiczny moment, kiedy myśli sobie “Kurdę, coś jest nie tak!” i to ją zmienia i już nie chce być od podawania piwa.

Jednak nie wszystkie kobiety chyba mają w sobie tyle odwagi, żeby powiedzieć “dość”?

Pewnie nie wszystkie, dlatego tak ważne jest mówienie o tym, że mogą coś zmienić i wspieranie ich w tym działaniu. Po to są Kongresy Kobiet, ten w Warszawie i w mniejszych miastach oraz blogi, bo wydaje mi się, że po książki sięgają raczej rzadziej.

Nie myślałaś nigdy nad tym, żeby napisać książki właśnie takim kobietom?

Ostatnio zdradziłam mojej blogowej Siostrze Natalii z Proseksualna.pl, że myślę o napisaniu książki, ale póki co, to marzenie i nie zabrałam się jeszcze za jego realizację.

W ramach uświadamiania społeczeństwa?

(śmiech) Powiedzmy, że taka książka z misją, ale może trocha inna niż to, co proponują największe szychy blogosfery.

W jakim stopniu inna?

Nie prezentująca przepisów ani nie doradzająca w kwestiach stylizacji, nie mam także ambicji motywowania nikogo. Chciałabym napisać książkę, która pokaże, że feminizm to tak naprawdę prosta, ale bardzo ważna rzecz w naszym życiu. Myślę, że taka będzie książka Sylwii Kubryńskiej z „Najlepszy blog na świecie” i bardzo na nią czekam.

Dlaczego facet może mówić o seksie jak chce, nawet w najbardziej prostacki sposób, a dla kobiety to powinien być temat tabu?

To na szczęście zanikające tabu, czyli opowieści o seksie w ustach kobiety. Myślę, że Polska jest takim dziwnym krajem, który nie przeżył rewolucji seksualnej i stąd mamy zaległości. Natalia (Proseksualna.pl) się nie bawi w pitu pitu i pisze o konkretach, bardzo dobre teksty, na dodatek często zabawne. Myślę, że to trochę strach motywuje takich komentujących. Boją się, że jak będą mieć monopol na język i to jak mówimy o seksie, to łatwiej im będzie swoją nieudolność tłumaczyć. Poza tym seks wymaga uwagi i uczenia się cały czas siebie i drugiego (czasem i trzeciego) człowieka. Taka otwartość nie wszystkim jest dana. Często chłopców i mężczyzn przeraża homoseksualny akt, bo chyba zarazem trochę ich to podnieca i mają problem z tym podnieceniem właśnie. To dość prostacka teoria, ale chyba prawdziwa, niestety.

Co myślisz w ogóle, o tej etykiecie, „kobiecie nie wypada tego i tamtego…”?

Wypadać to może kobiecie macica, że tak powiem brutalnie. Od tego są ćwiczenia mięśni Kegla, aby tak się nie działo. Słuchanie, że „Coś wypada lub nie” nudzi mnie niezmiernie, bo zazwyczaj mówi więcej o osobie, która tego typu rzeczy wygłasza niż o rzeczywistości.

Z tego typu powiedzeń, zawsze śmieszy mnie to, że kobieta nie powinna palić papierosów.

A dlaczego?

Może to postrzeganie, że facet z papierosem wygląda męsko, a kobiecie, wg niektórych, nie przystoi palić.

Pewnie niektórym się to jakoś fallicznie kojarzy z seksem oralnym…

Jak postrzegasz mężczyzn?

Trudne pytanie, bo to taka trochę generalizacja, ale odpowiem tak: lubię. Lubię inteligentnych, dowcipnych i pewnych siebie mężczyzn. Takich, którzy nie muszą cały czas wszystkim dookoła udowadniać swojej męskości lub innych cech, które uznają za ważne. Mam szczęście i spotykam wielu, których lubię i z którymi czuję się dobrze. Natomiast wkurzają mnie macho i buce, ale to chyba irytuje wszystkich.

Na koniec tradycyjne pytanie – kim jest Katarzyna Barczyk?

Sobą.

Lady Pasztet na:

Facebooku
Twitterze
Instagramie

Reklamy

2 thoughts on “Poznaj blogerkę: Katarzyna Maria Barczyk „Lady Pasztet”

  1. Brawo,bardzo dobry wywiad, wyrazisty i punktujący argumentami. Dodałabym tylko w pytaniu o strach przed seksualnością kobiet, że to atawistyczny lęk mężczyzn przed wychowywaniem cudzego potomstwa. Dlatego od tysiącleci pilnują swoje partnerki seksualne, stąd to dążenie do posiadania kobiety na własność. Zgadzam się z ogólną tezą, że kto ma władzę nad kobiecym ciałem, ten ma władzę nad światem (dlatego mężczyźni, religie i politycy tak usilnie zaglądają nam do łóżek). Stąd niezwykle ważny jest postulat feministyczny, aby kobiety miały prawo do przyjemności seksualnej i do kontrolowania swojej rozrodczości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s